BITWA WARSZAWSKA
Dodane przez dama dnia Październik 30 2011 09:34:24

Kilka dni temu (26.10.2011) zdecydowana większość uczniów i nauczycieli I LO miała okazję zobaczyć obraz Jerzego Hoffmana: 1920 BITWA WARSZAWSKA.

Film odbierany jest bardzo różnie; pojawiło się całe spektrum opinii na temat trafności doboru niektórych aktorów, ich gry, braku chemii między odtwórcami głównych ról, hollywoodzkiego uśmiechu Nataszy dziwnie kontrastującego z historycznymi realiami... itd.

Swoją opinią na temat filmu podzieliła się z nami Monika Matusik. Zapraszam do lektury jej recenzji.
Danuta Malec (aDM)

Czytaj więcej - recenzja Moniki

Rozszerzona zawartość newsa

Kilka dni temu (26.10.2011) zdecydowana większość uczniów i nauczycieli I LO miała okazję zobaczyć obraz Jerzego Hoffmana: 1920 BITWA WARSZAWSKA.

Film odbierany jest bardzo różnie; pojawiło się całe spektrum opinii na temat trafności doboru niektórych aktorów, ich gry, braku chemii między głównymi odtwórcami ról, hollywoodzkiego uśmiechu Nataszy dziwnie kontrastującego z historycznymi realiami... itd.

Swoją opinią na temat filmu podzieliła się z nami Monika Matusik. Zapraszam do lektury jej recenzji.
Danuta Malec (aDM)



26.10.11. obejrzeliśmy film „1920 Bitwa warszawska” w reżyserii Jerzego Hoffmana. Projekcję poprzedziła prelekcja na temat filmu historycznego, skądinąd całkiem zgrabnie przeprowadzona.

Film opowiada o wojnie polsko-bolszewickiej. Na historycznym tle wydarzeń roku 1920 toczą się losy dwójki głównych bohaterów: artystki kabaretowej (Natasza Urbańska) i jej młodego małżonka (Borys Szyc), wojskowego, który powraca na front, by walczyć w obronie świeżo wyzwolonej ojczyzny przed najazdem bolszewików, którzy wykoncypowali sobie, że rewolucja proletariacka obejmie cały świat, a po drodze także i Polskę.

Wątek miłosny rozdzielonych nowożeńców barwnie przeplata się ze scenami batalistycznymi, których w filmie nie brakuje. Trup ściele się gęsto, a syrop klonowy przelewa litrami (syrop klonowy podobno najlepiej udaje krew). Zdecydowanie nie przepadam za brutalnymi scenami. Ja rozumiem – takie są prawidła wojny, ale naprawdę nie chciałam tego wszystkiego oglądać z bliska. Apogeum masakry zostało osiągnięte w scenie amputacji górnej kończyny w szpitalu polowym. Co jak co, ale tej ręki panu Hoffmanowi nie wybaczę. Ten obraz mnie prześladował jeszcze długo po wyjściu z kina.

Znalazło się również miejsce dla kilku zabawnych epizodów i sentencji, które rozentuzjazmowały publiczność np.
„Czysta wódka munduru ani honoru nie plami”

Sceny batalistyczne nakręcono z wielkim rozmachem, atrybutem filmu są niewątpliwie bardzo dobre zdjęcia. Po stronie plusów można na pewno zapisać Daniela Olbrychskiego w roli marszałka Piłsudskiego. Miłym przerywnikiem głównego nurtu akcji były występy taneczno-wokalne Nataszy Urbańskiej jako artystki scenicznej, które stanowiły oprawę dla uczuć i przeżyć głównej bohaterki. Jako że nie oglądałam „Tańca z gwiazdami”, dane mi było po raz pierwszy podziwiać gibkość ciała pani Nataszy. W filmie prezentuje się ona dobrze dopóki śpiewa, tańczy i ładnie wygląda. Gorzej gdy się odezwie.

„Bitwa warszawska” powinna być dla nas dobrym wizualnym uzupełnieniem lekcji historii. Mogliśmy obejrzeć jak to wyglądało, a przynajmniej jak to sobie wyobraża reżyser. Film ukazuje mechanizmy rewolucji, okrucieństwo wojny i te wszystkie powiązane z nią okropne rzeczy, których jest w stanie dopuścić się człowiek w stosunku do drugiego.

„Bitwa warszawska” miała być również pretekstem do patriotycznych uniesień. I chyba słusznie. W końcu gdyby nie Polacy fala komunizmu dotarłaby na Zachód. Bez naszego „cudu nad Wisłą” losy Europy prawdopodobnie potoczyłyby się zupełnie inaczej. Bądźmy z tego dumni.

PS. Moim skromnym zdaniem Garlickiemu nie pasuje sutanna. No nie wiem. Może dyskwalifikuje go ten szelmowski błysk w oku… albo może za bardzo kojarzy mi się z inną rolą w popularnym serialu.

Monika Matusik