Ukraina 2006
Dodane przez dnia Listopad 27 2006 20:37:56
PRZYGOTOWANIA

Do wyprawy w Karpaty ukrainskie przygotowalismy sie juz od wrzesnia. Gromadzilismy sprzet i ekwipunek, sprawdzalismy go i spotykalismy sie, by omowic szczegoly. Organizatorem wyprawy byl nasz profesor geografii Marceli Slusarczyk - pasjonat wypraw gorskich i nie tylko. W wyprawie wzielo udzial czternaście osob w tym osmiu uczniow z naszej szkoly, wsrod nich znalezli si?: Anna Gwozdz, Katarzyna Korwin-Piotrowska, Katarzyna Jurenczyk, Karol Zerson, Jakub Grabowski, Michal Zglejc, Krzysztof Pasek, Bartosz Cyganek. W ramach przygotowan odbylismy piesza wedrowke po Jurze, w trakcie ktorej sprawdzilismy stan naszej kondycji oraz posiadany sprzet.

PRZED DOTARCIEM W GORY

Przygoda nasza rozpoczela sie 8 pazdziernika o godz. 430 na dworcu PKP w Katowicach. Obarczeni wypakowanymi, ciezkimi plecakami, namiotami, pojemnikami z gazem i prowiantem (na piec dni) wsiedlismy do pociagu jadacego do Przemysla. Na przejsciu granicznym bylismy przed poludniem okolo godz.11. I tu niespodzianka – przejscie graniczne zamkniete dla ruchu pieszego. Jakos musielismy z tego wybrnac. Postanowilismy podzielic sie na mniejsze grupy i autostopem pokonac granice. Akcja ta trwala okolo dwoch godzin i zakonczyla sie powodzeniem. Po ukrainskiej stronie czekal juz na nas umowiony wczesniej bus, ktorym dojechalismy do Drohobycza. Tutaj uzupesnilismy zapasy chleba i wody oraz poszlismy obejrzec dom, w ktorym mieszkac i miejsce, w ktorym zginal Bruno Schulz - znakomity pisarz i rysownik. Z Drohobycza dalej tym samym busem dojechalismy do slynnego uzdrowiska w Truskawcu, gdzie moglismy skosztowac wody leczniczej „Naftusi”. Jadac dalej, odwiedzilismy ruiny zamku Tustan Kazimierza Wielkiego w Uryczu. Na miejsce, z ktorego mielismy rozpoczac wyprawe gorska, dotarlismy okolo godz. 22. Zmeczeni mijajacym dniem musielismy jeszcze rozbic namioty, przygotowac kolacje i dopiero wtedy moglismy isc spac.

WEDROWKA PO GORACH

W pierwszym dniu w gorach naszym celem bylo dojscie na Polonina Rowna. Poczatkowo droga wiodla przez las stromym podejsciem, a nastepnie polonine porozniete wysokimi trawami i krzewami. W godzinach popoludniowych dotarlismy na szczyt. Tutaj moglismy obejrzec budowle opuszczonej radzieckiej bazy wojskowej. Kilkaset metrow dalej rozbilismy oboz, skad mielismy okazje zobaczyc w blasku zachodzacego slonca szczyty polskich Karpat- Tarnice, Rawki, i Poloniny: Wetliask? i Caryske.
Drugiego dnia wadrowalismy na Ostra Hore. Droga wiodla czesciowo lokalnymi traktami i czesciowo nieprzetartymi szlakami przez las i zarosla, urozmaicone ostrymi podejsciami. Po wejsciu na szczyt zeszlismy nizej do lasu, gdzie rozbilismy oboz na noc. W nocy pelnilismy dwugodzinne warty, podczas ktorych slyszelismy hukanie sow i inne odglosy zwierzat. Po takiej nocy zmeczenie dawalo sie we znaki i rankiem mielismy drobne opznnienia.
W trzecim dniu przygody zeszliemy do wioski, w ktorej moglismy uzupelnic naruszone zapasy. Po tej milej przerwie wyruszylismy w pasmo Pikuja. Podobnie jak w dniach poprzednich przedzieralismy sis przez gsste zarosla i pokonywalismy strome podejscia. Oboz rozbilismy na jednym ze szczytow masywu Pikuja. Mielismy okazje obejrzec piekny zachod slonca, a pozniej piekne rozgwiezdzone niebo.
Wczesnym rankiem czwartego dnia wedrowki ogladalismy wschod slonca. Widok byl niecodzienny; snujace sie w dolinach mgly dodawaly mu uroku i tajemniczosci. Nastepnie wyruszylismy na podboj szczytu Pikuja. Dotarlismy tam okolo poludnia. Po symbolicznym pozegnaniu sie z gorami rozpoczal sie kolejny etap wyprawy - podroz do Lwowa. Zeszlismy do wioski, z ktorej mielismy nadzieje, ze dotrzemy autobusem do Lwowa. Niestety, utknelismy w tej wiosce i musielismy spedzic tam noc.
Bardzo wczesnym rankiem nastepnego dnia wyszlismy na droge, by autobusem dojechal do celu. Nie bylo to nam dane i podzieleni na dwie grupy autostopem probowalismy dostac sie do Skole. Jednej grupie sie to udalo, a druga autobusem dotarla do umowionego miejsca. Stamtad, juz bez przeszkod, tym samym autobusem dojechalismy do Lwowa. We Lwowie szybko zakwaterowalismy sie w wynajetych pokojach i wyruszylismy obejrzec miasto. Po krotkim spacerze poszlismy do Opery Lwowskiej na balet „Romeo i Julia”. Po spektaklu jeszcze krotki spacer i powrot do kwatery.

POWROT DO DOMU

Rankiem nastepnego, czyli siodmego, dnia calej wyprawy ponownie wybralismy sie zwiedzac miasto. Obejrzelismy kilka kosciolow oraz stara zabytkowa apteke. Niestety, kolo poludnia musielismy wyruszyc w droge powrotna do domu. Do Szegini dojechalismy wynajetym busem, a granice, podobnie jak na poczatku musielismy pokonac w malych grupkach z opiekunem „stopem”. Umowilismy sie na dworcu w Przemyslu. Stad juz bez niespodzianek dotarlismy do domow.
Pomimo, ze wyprawa byla meczaca i kosztowala nas sporo wysilku, to jednoczesnie byla bardzo pouczajaca i przyniosla nam wiele radosci.

Artykul Bartosz Cyganek IIf



zeby lepiej sie wczuc zapraszamy do GALERII