STRONA GŁÓWNA Kontakt ze szkołą News przegląd Filmoteka Szkolna
Październik 21 2019 03:09:54   
MINISTER EDUKACJI
MINISTER EDUKACJI
W ŻEROMSKIM
PROJEKTY







Nawigacja
REFORMA EDUKACJI

MENU

GALERIE

SZKOŁA

UCZNIOWIE

NAUCZYCIELE

ABSOLWENCI

BIBLIOTEKA

PEDAGOG SZKOLNY

GAZETA STEFAN

DOKUMENTY SZKOLNE

PODRĘCZNIKI

MATURA 2018

WOLONTARIAT

PCK

RADA RODZICÓW

Logowanie
Nazwa Użytkownika

Hasło



Zapomniane hasło?
Wyślemy nowe, kliknij TUTAJ.
BITWA POD WIEDNIEM
INNE

No cóż można powiedzieć o filmie „ Bitwa pod Wiedniem”? Ogólnie rozczarowuje… Najnowszy film Martinellego od pierwszych minut uderza swoją sztucznością. Po pierwsze scenariusz - beznadziejny, tak naprawdę sama bitwa jest tylko tłem do historii o mnichu Marku, a po drugie sceny batalistyczne - to żenada, biorąc pod uwagę dzisiejsze możliwości technologiczne. Ale po kolei…

W filmie podróżujemy razem z Markiem z Aviano (F. Murray Abraham), który zostaje mnichem po tym, jak widzi ducha, znajduje gorejący miecz i poznaje wilka. Postać ukazana została w stylu hagiograficznym, to mieszanka świętości z fantasy (melanż piorunujący!), co chwilami ociera się o śmieszność. „ Zastosowałem tego typu zabiegi, by uczynić film historią jak najbardziej atrakcyjną dla widza” - argumentował reżyser. Niestety te zabiegi okazały się bardzo nieudolne... Wiele scen w filmie jest z pogranicza fantastyki i baśni. Występują w nich: zjawy, amulety, talizmany, przepowiednie ślepców, co wywołaje jedynie u widzów konsternację, a nawet szyderczy uśmiech.

Budżet "Bitwy pod Wiedniem" wyniósł 50 mln zł. Zebranie funduszy na realizację filmu zajęło 10 lat - powiedział na konferencji reżyser. Film jest produkcją włosko-polską. Twórcy starali się o pozyskanie również koproducenta z Austrii, jednak to się nie udało - opowiadał Martinelli.

„Bitwa pod Wiedniem” nie jest, wbrew zapowiedziom, obrazem historycznym, lecz to utrzymana w konwencji fantasy historia dwóch ludzi: włoskiego mnicha Marka i wezyra Kary Mustafy, których losy splatają się aż do finału pod Wiedniem. Jak powiedział Martinelli, „jego film ma być nie tylko opowieścią o historycznych wydarzeniach - bitwie, która ocaliła chrześcijańską Europę przed dominacją islamską - lecz także formą odniesienia się reżysera do współczesnej sytuacji Europy”.W opinii Pani dr Agnieszki Nierackiej z Zakładu Filmoznawstwa i Wiedzy o Mediach Uniwersytetu Śląskiego prowadzącej wykład przed premierą filmu, reżyser miał tu zapewne na myśli „hołd oddany Ameryce, poprzez przeniesienie czasu filmu z 12 września na pamiętną współczesną datę 11 września”. W tej nieścisłości historycznej reżyser nie widzi żadnego problemu. Dla przypomnienia… Bitwę pod Wiedniem, uznaną przez historyków za jedną z decydujących bitew w dziejach świata, stoczono 12 września 1683 r. Wojska polsko-habsburskie, pod wodzą króla Jana III Sobieskiego, pokonały armię Imperium Osmańskiego, którą dowodził wezyr Kara Mustafa. „Polski król ocalił Europę przed islamizacją. Zrobiłem ten film właśnie dlatego. A także dlatego, że Polacy dzielnie walczyli w II wojnie światowej oraz dali światu największego papieża w dziejach kościoła” – oto komentarz reżysera na konferencji prasowej. Totalny chaos…

Kto oczekuje w filmie wizji Polski jako przedmurza chrześcijaństwa przed muzułmańską nawałnicą, ten srogo się zawiedzie. Sławne polskie zwycięstwo jest tylko średnio efektownym dodatkiem (kilka minut ponaddwugodzinnej projekcji). A król Sobieski to postać wręcz epizodyczna. W prologu dowiadujemy się, iż pochód muzułmanów na Europę wstrzymali wespół mnich Marek z Aviano i polski król, ale – jak się za okazuje – padre Marco jest w tej historii zdecydowanie ważniejszy.

Tytułowa bitwa, która miała być najbardziej spektakularnym momentem produkcji, jest w znacznej mierze wygenerowana komputerowo. Zresztą nie tylko sceny batalistyczne, ale prawie wszystkie plenery w filmie prezentują się tandetnie. Nałożone tło zachodzącego słońca, „domalowana” krew, sztuczny śnieg i wybuchy rodem z epoki Windowsa 95, bardziej wprawią widzów w zażenowanie niż zachwyt. Nie spisali się twórcy obficie wykorzystywanych efektów komputerowych serwujący w nadmiarze drażniące oczy i dobry smak koszmarne landszafciki. Niewykluczone, że gdyby strona polska nie dołożyła kasy, Sobieskiego w ogóle byśmy nie zobaczyli. Dlaczego króla gra zasłużony reżyser Jerzy Skolimowski?... Trudno odgadnąć. Inni nasi aktorzy, jak to zwykle z udziałem w międzynarodowych produkcjach bywa, też nie mają wielkiego pola do popisu, może poza Piotrem Adamczykiem, który odtwarza cesarza Leopolda. Alicja Bachleda-Curuś wygląda ładnie, Daniel Olbrychski mówi chyba dwa zdania. A Borys Szyc nie robi nic…

Oprócz wersji kinowej "Bitwy pod Wiedniem" - czyli filmu trwającego nieco ponad dwie godziny - twórcy przygotowali wersję dłuższą, serialową. W Polsce serial, w pięciu odcinkach, ma być pokazany za rok, "w jednej z płatnych telewizji"; role polskich aktorów "będą w nim poszerzone" - poinformowano na konferencji. We Włoszech serial zaprezentuje, za półtora roku, telewizja RAI..

Bitwa pod Wiedniem, mimo że uznawana za przełomową w dziejach świata, nie doczekała się dotąd ekranowego wizerunku. Film Renzo Martinelleiego nieudolnie wypełnia tę lukę.

A.Ł.