STRONA GŁÓWNA Kontakt ze szkołą News przegląd Filmoteka Szkolna
Listopad 29 2021 22:19:48   
MINISTER EDUKACJI
MINISTER EDUKACJI
W ŻEROMSKIM
PROJEKTY







Nawigacja
REFORMA EDUKACJI

MENU

GALERIE

SZKOŁA

UCZNIOWIE

NAUCZYCIELE

ABSOLWENCI

BIBLIOTEKA

PEDAGOG SZKOLNY

GAZETA STEFAN

DOKUMENTY SZKOLNE

PODRĘCZNIKI

MATURA 2018

WOLONTARIAT

PCK

RADA RODZICÓW

Logowanie
Nazwa Użytkownika

Hasło



Zapomniane hasło?
Wyślemy nowe, kliknij TUTAJ.
WYCIECZKA DO ZAKOPANEGO 1C
WYJAZDY

Zaiste wspaniałe to chwile spędzane w rodzimym mieście górali oraz chędogich i wprawnych artystów, czyli w Zakopanem (16-18.04.2012). Pierwszego dnia naszej tatrzańskiej wędrówki udaliśmy się na gibonów polowanie. Bestie były szybkie, lecz dogoniliśmy je na hen, strzelistej górze, zwanej przez miejscowych Gubałówką.

Po ciężkim i wyczerpującym marszu dotarliśmy na drugi koniec tegoż wspaniałego cudu natury, po czym zjechaliśmy w dół, używając do tego pewnego wyciągu krzesełkowego, którego nazwy nie jest nam dane podać, gdyż chronią go prawa autorskie. Sprawna nasza gromada podróżna pełna była chwały, dumy oraz tatrzańskiego błota. Ruszyliśmy zatem w stronę prastarej ulicy, niektórym znanej jako Krupówki, lecz bardziej popularną nazwą jest 'Ulica-na-której-jakiś- ..... -zlikwidował-KFC'. Po nieudanej wyprawie w poszukiwaniu strawy, zniechęceni i wyczerpani powróciliśmy do pensjonatu, nazwanemu ku czci sławnego i podziwianego Sir Franka.

Wieczorem zostaliśmy odpowiednio zmotywowani, by udać się na ognisko organizowane przez Pana Wychowawcę. Przygrywał nam najwspanialszy bard naszych czasów, człowiek, któremu wszyscy zazdroszczą, ten, który jest ze wszystkich najinteligentniejszy, czyli Sir Piotrek Carewicz herbu Cośtam-Kiedyśtam.

O poranku zjadłszy pożywne, smaczne i lekkostrawne śniadanie zostaliśmy poproszeni o udanie się do autobusu. I tako oto w niedługim czasie spotkaliśmy się z naszym chwalebnym przewodnikiem - panem Rząsą. Wysłuchawszy tego, co nasz szanowny przewodnik ma do powiedzenia udaliśmy się na lokalny cmentarz, na którym pochowana została jedynie szlachta.

Po krótkim zwiedzeniu pobliskiego kościoła skierowaliśmy się w stronę doliny Strążyskiej. Trasa miała mieć długość dwóch kilometrów, lecz nasze serca ogarnął strach, gdy odkryliśmy, że pokonaliśmy już cztery tysiące metrów. Na końcu szlaku czekała nas miła niespodzianka w postaci epickiego wodospadu, lodu i śniegu. Głównie śniegu. Powrót trwał krócej niż wyprawa w stronę Doliny, lecz nasz duch został złamany, gdy pan Rząsa poprowadził naszą trupę na nową wyprawę, do GROTY. GROTA okazała się być tylko grotą, ale ścieżki były za to wyjątkowo strome i kręte. Największą atrakcją okazały się sople lodu szybko znikające w odmętach naszych żarłocznych ust.

Wracając do ośrodka odprowadziliśmy naszego przewodnika do jego własnego domu, do którego zostaliśmy zaproszeni. Okazało się, że dom pana Rząsy jest zaopatrzony w warsztat - gospodarz trzyma tam rzeźby wystrugane w drewnie przez swego ojca. Odwiedzenie tego muzeum było zacną odmianą po wycieczkach w góry.

Następnie, zgodnie z planem, powróciliśmy na Krupówki - tam spędziliśmy resztę czasu, a zaraz potem powróciliśmy do ośrodka. Nasi opiekunowie zaplanowali również odwiedziny w termach, gdzie pojechali ochotnicy, reszta z nas zaś udała się do pokojów, by oddać się fascynującej grze w karty.

Trzeci dzień zaczął się leniwie i sennie, zostaliśmy sam na sam z największymi dylematami w życiu np. Jak wyczyścić buty z błota? Po pożywnym śniadaniu maruderzy powrócili do pokojów, aby spakować resztę swoich rzeczy oraz posprzątać ogólny bałagan, jaki tylko mógł się rozprzestrzenić w ciągu trzech dni egzystencji licealisty. Szczęśliwie nikt nie został zatrzaśnięty w ubikacji, więc mogliśmy udać się na ostatnią wycieczkę po mieście. Miejscem docelowym okazała się być skocznia narciarska, a konkretnie trybuny tejże, do których droga była niebezpieczna, stroma i kręta. Gdy zeszliśmy na dół podjęliśmy się najniebezpieczniejszej z naszych przygód t.j. Ostatniego Marszu na Krupówki. Zostaliśmy obdarzeni możliwością zakupów i spożycia posiłku w miejscowym ośrodku gastronomicznej rozpusty czyli w McDonald'zie. Na miejscu zbiórki zastaliśmy taki oto widok: kilku obywateli należących do naszej grupy oddawało się radosnemu i bezinteresownemu karmieniu gołębi słodkimi bułkami. Po wesołym odgonieniu gołębi wróciliśmy do autobusu, który równie radośnie odwiózł nas Zawiercia.

Taka wycieczka tylko z I c...
Relacjonowali: Ada Surowiec i Piotr Carewicz