STRONA GŁÓWNA Kontakt ze szkołą News przegląd Filmoteka Szkolna
Listopad 29 2021 22:49:19   
MINISTER EDUKACJI
MINISTER EDUKACJI
W ŻEROMSKIM
PROJEKTY







Nawigacja
REFORMA EDUKACJI

MENU

GALERIE

SZKOŁA

UCZNIOWIE

NAUCZYCIELE

ABSOLWENCI

BIBLIOTEKA

PEDAGOG SZKOLNY

GAZETA STEFAN

DOKUMENTY SZKOLNE

PODRĘCZNIKI

MATURA 2018

WOLONTARIAT

PCK

RADA RODZICÓW

Logowanie
Nazwa Użytkownika

Hasło



Zapomniane hasło?
Wyślemy nowe, kliknij TUTAJ.
1C, BESKID ŻYWIECKI, 25-26 X 2010
WYJAZDY

Relacja będzie trochę inna niż zwykle bo: po pierwsze – niepoukładana, po drugie - widziana oczami "nie ucznia", po trzecie - nie bardzo długa (tak myślę)
Wisła. I nadszedł dzień drugi. Wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazywały na to, że coś się wydarzy. Przedstawiciele apartamentów 204 i 208, którzy bili tej nocy rekord Giunessa w „wytrwałości na gadanie”, pozbierali się wreszcie i dołączyli radośnie do pozostałych, cierpliwie czekających na pierwszy tego dnia (i jakże zasłużony!) posiłek. Aby nie zanudzić potencjalnego czytelnika przenosimy się w czasie i lądujemy w centrum Wisły przed czekoladowym pomnikiem Adama Małysza (pamiętajmy, czekolada może być również biała i tenże pomnik również jest biały, a Adaś jakoś do siebie niepodobny, patrz galeria) Pomnik osłonięty został szkłem pancernym, aby jakiś głodomór albo fan, nie rzucił się i nie odgryzł np. którejś z kończyn słodkiej repliki naszego słynnego Polaka. Jak się dowiedzieliśmy była już próba odgryzienia ucha...

Zdecydowanie bardziej podoba nam się w Muzeum Adama Małysza. Tu prawdziwe zaskoczenie. Nie przypuszczaliśmy, że aż tyle trofeów ma nasz Idol. Najpiękniejsze chyba są kryształowe kule – robią wrażenie! Ale to jeszcze nic. Mija kilkanaście minut i mamy okazję zobaczyć już „na żywo”, i do tego z bliska, naszego Mistrza. Spotykamy go zupełnie przypadkowo przed skocznią w Wiśle Malince. Pan Adam Małysz wywiera na nas niezwykle sympatyczne wrażenie - jest skromny i z szerokim uśmiechem odpowiada na jedno, jedyne, ale za to konkretne pytanie zadane przez panią Martę Skrzypiciel. Zaznaczam, iż owo pytanie zdecydowanie odbiega od tzw. pytań standardowych typu: „Jakie są pana plany na przyszłość?” „Co zamierza pan robić po zakończeniu kariery sportowej?” Wstęp do pytania wyglądał mniej więcej tak: „Panie Adamie, jesteśmy grupą z I LO w Zawierciu. Przed chwilą zwiedzaliśmy muzeum nazwane Pana imieniem. Ja i moje uczennice zastanawiałyśmy się (... ?)” I tu, gdzie te trzy kropeczki, pada pytanie. Zainteresowanych jego treścią i odpowiedzią na nie odsyłam do prof. Marty Skrzypiciel. Udało nam się upamiętnić chwilę spotkania z Adamem Małyszem i jego uśmiech (galeria). Niektórzy upamiętnili nawet pojazd jakim się poruszał – to tak na wszelki wypadek, żeby wiedzieć na przyszłość, co kupić.

Przenosimy się w krainę śniegu - Przełęcz Salmopolska. Może to wydawać się mało prawdopodobne, ale nagle, w październiku doświadczamy bardzo śnieżnej zimy; podziwiamy góry i drzewa pokryte grubą warstwą białego puchu. Niesamowity przeskok – w dolinach kolorowe liście, jeszcze trzymające się kurczowo gałązek, a nieco wyżej króluje zima.

Obiecałam, że chronologicznie nie będzie, więc powrót do dnia pierwszego - Ustroń. Zwiedzanie. Tu rynek inny niż wszystkie. Wpatrujemy się z nostalgią w czarno-białe, olbrzymie fotografie z ubiegłego wieku ułożone w swego rodzaju ekran, dzięki któremu czujemy klimat tamtych lat. Robimy fotki. Ale wcześniej zdobywamy Równicę. Pogoda nie rozpieszcza, a my poddajemy się sugestii niezwykłej pani przewodnik, aby zdobyć ów szczyt w objęciach foteli naszego wygodnego autokaru. Nikt nie protestuje. Na miejscu mamy do wyboru: tor saneczkowy, relaks w kafejce lub horror w wersji 4D. Niektórzy korzystają z wszystkich, wyżej wymienionych uciech.

Żywiec. Muzeum browaru - rzecz godna zobaczenia. Jest rok 1856. Wędrujemy uliczkami galicyjskiego miasta. Widzimy czym żyje ulica. Tu rzemieślnik przy pracy, tam dom z nisko osadzonymi oknami, do którego można z łatwością zajrzeć i zobaczyć co w środku. Docierają do nas dźwięki końskich kopyt i kół niosących powozy, odgłosy rozmów i nawoływań. Trafiamy wreszcie do dziewiętnastowiecznej karczmy i dziewiętnastowiecznego browaru. Dowiadujemy się jak niegdyś wyglądała produkcja piwa, jakich używano naczyń i jaki sprzęt codziennego użytku towarzyszył naszym pradziadkom. Odwiedzamy następne okresy naszej historii; dociera do nas dramat i koszmar wojny a później błądzimy jeszcze w labiryncie okresu budowy socjalizmu. Labirynt, którego ściany zdobią lustra i duże zdjęcia "z tamtych lat", więzi nas jakiś czas. Jakoś udaje nam się wreszcie z niego wydostać, choć kilka osób zalicza spotkanie z lustrzaną ścianą.

Słów jeszcze kilka o pani przewodnik. Pani Bernadeta, nasza przewodniczka, posługiwała się wyłącznie piękną żywiecką gwarą. Zachwyciła nas opowieścią o jaśnie panu, bacy i Cyganie. Na pewno zapamiętamy jej złote myśli: „Deszcz to dodatkowa atrakcja na wycieczce”, „Za chwilę obiad – płucka na kwaśno”, „Głód to najlepsza przyprawa”, „Mogło być gorzej... mogło rzucać żabami” itd.

Pozdrowienia dla 1c

aDM

Zapraszamy do galerii