STRONA GŁÓWNA Kontakt ze szkołą News przegląd Filmoteka Szkolna
Grudzień 03 2021 10:26:58   
MINISTER EDUKACJI
MINISTER EDUKACJI
W ŻEROMSKIM
PROJEKTY







Nawigacja
REFORMA EDUKACJI

MENU

GALERIE

SZKOŁA

UCZNIOWIE

NAUCZYCIELE

ABSOLWENCI

BIBLIOTEKA

PEDAGOG SZKOLNY

GAZETA STEFAN

DOKUMENTY SZKOLNE

PODRĘCZNIKI

MATURA 2018

WOLONTARIAT

PCK

RADA RODZICÓW

Logowanie
Nazwa Użytkownika

Hasło



Zapomniane hasło?
Wyślemy nowe, kliknij TUTAJ.
IB - INTEGRACJA W GORCACH
WYJAZDY

Czekamy na relację Karoliny Witas, która opowie o wyjeździe integracyjnym klasy 1b w Gorce. Dziś jedynie najważniejsze informacje: miejsce integracji - Bacówka na Maciejowej, liczba osób integrujących się - 29 + 2, najważniejszy punkt programu - przejście czerwonym szlakiem od Rabki na Turbacz, zejście zielonym szlakiem do Nowego Targu, powrót autokarem do Rabki i wieczorna wędrówka na Maciejową (w sumie około 28 km górskiej wędrówki), coś dla zdrowia - mnóstwo świeżego powietrza, ćwiczenie kondycji, prawie SPA, coś relaksującego - nocne rozmowy, obserwacja spadających gwiazd i życzenia, wiersze, piosenki i kołysanki naszego przewodnika i poety pana Juliana Staniewskiego. Cdn.

Ciąg dalszy... czyli relacja Karoliny Witas

Pod opieką naszych opiekunów: prof. Danuty Malec i prof. Anety Gawron wyruszyliśmy na trzydniową (4-5-6 października), integracyjną wycieczkę w Gorce.

W autokarze, jak to w autokarze, wszyscy rozmawialiśmy i śmialiśmy się, rozwiązywaliśmy wspólnie krzyżówkę, później oglądaliśmy filmy...

W Rabce jesteśmy około 13, ale to nie koniec naszej trasy - bagaże na plecy i w Gorce do schroniska! Wszyscy z uśmiechem, pomimo lekkich trudności, docieramy do celu. Na miejscu mamy trochę czasu na zajęcie pokoi, rozpakowanie się i odpoczynek. Po obiedzie prof. zaproponowała krótki spacer po górach, więc ruszamy do Starych Wierchów. Może nie był to krótki spacer, jak zostało nam obiecane, ale było bardzo przyjemnie, bo i pogoda nam dopisała. Była to swego rodzaju „rozgrzewka” przed tym co czekało nas dnia następnego.

Po powrocie do schroniska kolacja i... zaczyna się… no właśnie zaczyna się to, co zawsze dzieje się wieczorami na wycieczkach. Najpierw długie kolejki do łazienki i kłótnie, oczywiście śmieszne, o to kto pierwszy się wykąpie. Później krzątaniny po pokojach i dłuuuugie rozmowy.

Rano wszystkim było trudno wstać, po tym jak do późnych godzin grasowaliśmy, ale mus to mus. Po śniadaniu wraz z naszymi prof. i przewodnikiem idziemy zdobywać szczyty. Celem było przejście górami z Rabki do Nowego Targu, a po drodze zdobycie Turbacza. Na koniec czekał nas nocny rajd. Mimo, że troszkę pogoda nie dopisała (od czasu do czasu towarzyszył nam lekki deszczyk), nie było to dla nas przeszkodą. Ogólnie rzecz biorąc, deszcz przyniósł nam najwięcej atrakcji, bo dzięki niemu na szlaku było dużo błota i troszkę ślisko, a co za tym idzie? WYWROTKI. Największą gwiazdą była Gabrysia Welon, która jako jedna z wielu zaliczyła najwięcej „kąpieli błotnych” – takie małe SPA :). Prócz tego śpiewaliśmy sobie piosenki, opowiadaliśmy różne historie i ani się nie obejrzeliśmy, a już Turbacz (1310 m. n.p.m.). Później obiad w schronisku na Turbaczu i dalsza droga do Nowego Targu. Zapadł już zmrok, kiedy wróciliśmy autokarem z powrotem do Rabki. Zmierzyliśmy się z ostatnim odcinkiem naszej trasy. Latarki w dłonie i ruszamy do schroniska. Oddychamy z ulgą będąc na miejscu, bo tego dnia przeszliśmy około 30 km., ale jesteśmy z siebie dumni - udało się. Widać było po minach wszystkich, że są zmęczeni, ale to były chyba tylko pozory. Po kolacji, niektórzy poszli do jednego z pokoi, by do późnych godzin oglądać spadające gwiazdy, inni zaś długo rozmawiali...

No cóż, wszystko kiedyś się kończy, więc rano po śniadaniu pakujemy nasze rzeczy i schodzimy na niziny. Jeszcze kilka pamiątkowych zdjęć przed schroniskiem i powrót czarnym szlakiem do Rabki. Po drodze nadal jest ślisko więc gdy tylko słyszymy krzyk od razu wiemy, że ktoś "pojechał". Na dole czeka już na nas autobus, bagaże do środka i ruszamy w drogę powrotną do domu. Ale to nie był koniec atrakcji. W Rabce wstępujemy jeszcze do muzeum Władysława Orkana, a następnie jedziemy do Krakowa - tam "zaliczamy" Stary Rynek i Sukiennice. Najważniejszym jednak miejscem do odwiedzenia, dla wszystkich głodomorów, był oczywiście McDonald’s. Około godziny 16 ruszamy i o 18 jesteśmy już niestety w Zawierciu. Niestety, ponieważ wiele osób uważało, że za szybko minęły te trzy dni i było nam bardzo szkoda, że już się wszystko skończyło.

Szkoda, że ten wyjazd tak szybko minął. Prof. Danuta Malec obiecała nam jednak, że jeszcze gdzieś wyruszymy. Hmm, to może w drugiej klasie? :)

Karolina Witas.


Zapraszamy do galerii