STRONA GŁÓWNA Kontakt ze szkołą News przegląd Filmoteka Szkolna
Listopad 20 2019 06:22:07   
MINISTER EDUKACJI
MINISTER EDUKACJI
W ŻEROMSKIM
PROJEKTY







Nawigacja
REFORMA EDUKACJI

MENU

GALERIE

SZKOŁA

UCZNIOWIE

NAUCZYCIELE

ABSOLWENCI

BIBLIOTEKA

PEDAGOG SZKOLNY

GAZETA STEFAN

DOKUMENTY SZKOLNE

PODRĘCZNIKI

MATURA 2018

WOLONTARIAT

PCK

RADA RODZICÓW

Logowanie
Nazwa Użytkownika

Hasło



Zapomniane hasło?
Wyślemy nowe, kliknij TUTAJ.
KONKURS LITERACKI
NAUKA

MALWINA JANOSKA z klasy 1d startowała w ogólnopolskim konkursie dla uczniów szkół podstawowych, gimnazjów i liceów, towarzyszącym IX Poznańskim Spotkaniom Targowym - Książka dla Dzieci i Młodzieży 2010
Na konkurs zatytułowany "Lubię czytać" ogłoszony w październiku 2009 roku napłynęły 1783 prace. Konkurs rozstrzygnięto 11 lutego 2010 roku. W gronie ośmiu laureatów (przyznano osiem równorzędnych nagród) znalazła się nasza Malwina.
GRATULACJE!!!

aDM

Malwina zgodziła się na opublikowanie swojej pracy.

Praca na Konkurs "Lubię czytać"

Na początku było... słowo. Słowa od zawsze mnie fascynowały, już jako malucha przyciągały mnie swoją tajemniczością nierozszyfrowanego kodu. I wtedy pojawiło się pytanie: „Mamusiu, co to za znaczki?” Widywałam je wszędzie. U mamy, nauczycielki, która w zadumie przy wątłym świetle lampy śledziła ich ciąg, odkrywając jakieś niepojęte, abstrakcyjne dla umysłu dziecka informacje. U taty, który zanurzony w fotelu, zasłaniając twarz kolorową plamą gazety, wpadał w trans, ulegając podstępnym, skaczącym do oczu znaczkom, mamiącym postrzeganie świata. Czasem zła byłam na te dziwne hieroglify, że tak zaprzątają umysł rodziców i odwracają ich uwagę od mojej nowo wybudowanej wieży z klocków albo skończonej układanki. Jednak, mimo to jakaś niewidzialna siła pchała mnie w kierunku tych niewiadomych znaków, zwykła ludzka ciekawość nie dawała spokoju, a ja sama czułam, że jest coś pociągającego w tych arkuszach zapełnionych „alfabetycznym szyfrem”.
I jakże piękny był dzień, gdy wróciwszy z przedszkola, mogłam z tryumfalną miną przeczytać dziadkom z elementarza: „A-l-a m-a k-o-t-a”. Jakie to wspaniałe uczucie oglądać kolejne znaczki, zwane literkami i wymawiać ich brzmienie: „A, M, T”. A potem połączyć je i stworzyć słowa, które zawsze wypowiadałaś, choć nie wiedziałaś jak pięknie wyglądają: mama, tata.
Czas płynął dalej, a świat liter odkrywał przede mną swoje kolejne tajemnice, a tym samym stawał się częścią mego bytu. I pewnego dnia siedmioletniego urwisa zaciekawiły wielkie drzwi z napisem: „BIBLIOTEKA”. Przekraczając „próg ciszy” oczom moim ukazały się ogromne regały, uginające się pod ciężarem ksiąg. W tle dzieciaki siedzące spokojnie nad biurkami, pochłonięte urokiem czytania. Opuszczając to czarujące, oderwane od zwykłego, szarego świata miejsce dzierżyłam mocno w ręce pierwszą książkę. Był to „Wybór wierszy” Jana Brzechwy. Przebywając w świecie wysp Bergamuta, razem z Kaczką-Dziwaczką i Słoniem Trąbalskim dawałam duże pole do popisu mojej wyobraźni. Łatwo i w bardzo krótkim czasie uległam zarażeniu…połknęłam bakcyla czytania. Będąc częstym gościem mojej „Krainy czarów”, jak nazywałam bibliotekę, zawsze z uśmiechem na ustach wychodziłam z niej, posiadając nową książkową zdobycz.
I tak jak powoli rusza lokomotywa z wiersza Juliana Tuwima, tak zaczęła się moja przygoda z książką, aby z czasem przyjąć szybszy obrót i uczynić moje życie niepowtarzalnym. Po kolei w mojej wyobraźni pojawiały się obrazy akademii pana Kleksa, Ani Shirley jadącej dorożką w cieniu kwitnących jabłoni drogą wiodącą na Zielone Wzgórze, czy twarzy Stasia i Nel z determinacją wpatrzonych w szybujący na niebie latawiec, który niesie w nieznaną wiadomość o ich losie. Razem z bohaterami lektur śmiałam się i płakałam, współczułam ich niedoli i cieszyłam się z ich sukcesów. Rację miał Umberto Eco, mówiąc że: „Kto czyta książki, żyje podwójnie”. Dla młodego człowieka fenomenem jest istnienie tamtego fantastycznego świata i możliwość „transformacji” do tego miejsca jedynie za pomocą otwarcia książki. Razem z kolejnymi pozycjami książkowymi kształtował się mój światopogląd, wrażliwość, pomysł na życie. Bohaterowie, jako wzorce do naśladowania, wytyczali jaką drogą mam iść, jakim być człowiekiem.
Myślę, że przełomem w mojej historii czytania było sięgnięcie po książkę Alberta Camusa pt. „Dżuma”. Zderzenie z okrutnymi realiami, wściekłą zarazą i śmiercią niewinnych otwarło nowy horyzont myślowy. Książka nie mająca standardowego „happy endu” pozostawiła po sobie cień kontrowersji, zamyślenia, a jednocześnie zakorzeniła miłość do tego typu dzieł.
Wkrótce potem zaczął się w moim życiu „okres sienkiewiczowski”, w którym padły takie twierdze jak „Trylogia” i „Krzyżacy”. Obecnie niedosyt książek pokroju „Dżumy” pchnął mnie w kierunku literatury II wojny światowej, literatury obozowej. Razem z Seweryną Szmaglewską i jej „Dymami nad Birkenau” zwiedziłam każdy barak tej okropnej „kaźni ludzkiej”. Modliłam się o zdrowie dla greckiej Żydówki Alegri, cierpiącej na tyfus plamisty albo trzymałam kciuki za Polki "szmuglujące" pożywienie z magazynu. Zofia Nałkowska w swoim dziele „Medaliony” zaprowadziła mnie na skraj lasu, do niewielkiego domku z cegieł - fabryki mydła, gdzie oczom moim ukazywały się wizje okropne, pełne zatwardziałości, bezduszności ludzkiej i braku szacunku dla godności człowieka. Przeniosła mnie również do mieszkania starszej, sfatygowanej kobiety, która przy szklance herbaty opowiedziała mi niezwykłą historię Żydówki, żyjącej podczas okupacji.
Moim nałogiem są i zapewne pozostaną książki historyczne, jednak mimo to miło jest powrócić do tych beztroskich wieczorów, w których sięgając po książkę z kanonu L.M Montgomery czy „Baśnie braci Grimm” mogę znów poczuć się tym ciekawym tamtego świata, dociekliwym siedmiolatkiem, który czytając, pożera całe zdania w całości, aby móc jak najszybciej odkryć treść następnej strony…


Autor: Malwina Janoska
uczennica I LO w Zawierciu