STRONA GŁÓWNA Kontakt ze szkołą News przegląd Filmoteka Szkolna
Grudzień 03 2021 10:48:58   
MINISTER EDUKACJI
MINISTER EDUKACJI
W ŻEROMSKIM
PROJEKTY







Nawigacja
REFORMA EDUKACJI

MENU

GALERIE

SZKOŁA

UCZNIOWIE

NAUCZYCIELE

ABSOLWENCI

BIBLIOTEKA

PEDAGOG SZKOLNY

GAZETA STEFAN

DOKUMENTY SZKOLNE

PODRĘCZNIKI

MATURA 2018

WOLONTARIAT

PCK

RADA RODZICÓW

Logowanie
Nazwa Użytkownika

Hasło



Zapomniane hasło?
Wyślemy nowe, kliknij TUTAJ.
„HEJ, GÓROL CI JA”, CZYLI OPOWIEŚĆ O WYCIECZCE IC
WYJAZDY

Środa, blady świt, parking MOK-u, a tu niespodzianka. Godzina zbiórki mija, chłopcy są, dziewczyn w ogóle. Rodzi się pytanie: zbuntowały się , nie jadą? Jeszcze chwila niecierpliwości i …….są, pojawiły się. Można ruszać! Autokar – pierwsza klasa – w końcu to PKS. Podróż mija szybko i przyjemnie. Po kilku godzinach pojawiamy się w „Szałasie”. Błyskawicznie rzucamy bagaże, serdecznie witamy naszą przewodniczkę i dalej w drogę, na Gubałówkę.

Nie jest nam jednak dane bez przeszkód wspiąć się na szczyt. Kolejka przechodzi właśnie przegląd techniczny. Ach, co za pech?! Na szczęście jest jeszcze wyciąg krzesełkowy. Dajemy radę, wszystko gra. Och góry, nasze góry, cudowny spacer i góralskie opowieśc naszej przewodniczki o Zakopanem.Ożywieni górskim powietrzem i chętni „latać” jak Małysz udajemy się na skocznie narciarskie. O.. tu nas strach obleciał – to my tylko pooglądamy. Mija kolejna godzina naszej wycieczki, jesteśmy już trochę głodni. Nasze drogie opiekunki i kierowca autokaru zabierają nas w końcu na kolację. A po kolacji... Zdziwicie się, nie – nie będziemy spać – będziemy pływać. Basen termalny, więc woda ciepła aż miło. Zjeżdżalnie no i „beczka”(szczególna frajda dla chłopaków ). A później – to już tylko spać.

Czwartek – silni, zwarci i gotowi stawiamy się na śniadanie. Dzień upływa na wędrówkach. Ciężko, męcząco, czarny szlak, ale nie poddajemy się. Chwila postoju i ruszamy w stronę Sarniej Skały, jednak na szczyt dociera tylko elita, a reszta może żałować – widok zapierający dech w piersiach. Dosyć zmęczeni wracamy na kolację. Po niej na Krupówki i zakupy ( pamiątki, drobiazgi tzw. „zapychacze półek”).

Trzeciego dnia po śniadaniu jedziemy w Tatry przy granicy ze Słowacją (wszyscy potracili zasięg, część osób wydawała się załamana tym faktem). Po drodze zatrzymuje nas góral i informuje o kręcącym się w pobliżu niedźwiedziu. Trasa łatwiejsza niż wczoraj, ale to….. błoto. Wyglądamy bardzo „elegancko”, nikomu nie udało się uniknąć spotkania z czarną mazią. No cóż, góry wymagają poświęceń. Teraz już tylko przed nami obiad, pakowanie, ostatni spacer po Zakopanem i kierunek ….. Zawiercie.
Zmęczeni, ale bardzo szczęśliwi i zadowoleni z wycieczki, wracamy do domów. Jeszcze długo będziemy wspominać czasami męczącą, ale równie udaną wyprawę w polskie góry.

Damian